Byłem po każdej stronie tej liczby.
Wiem, ile robota musi kosztować, bo je budowałem, płaciłem za nie i sprzedawałem.
Skąd to się wzięło
Zaczynałem z rękami, budując dla innych. W 2005 zacząłem na swoim i wynajmowałem firmy i fachowców, którzy robili robotę — tam się uczysz, co cena musi pokryć, zanim ktokolwiek podpisze.
Potem remontowałem i sprzedawałem mieszkania: najpierw dla inwestorów, na ich pieniądzach, później z własnymi w środku. Inwestorzy wyszli na tym tak, jak chcieli, i tylko dlatego wracali.
Jak to stało się pracą
Moje projekty wychodziły tam, gdzie mówiłem, że wyjdą, i zarabiały tyle, ile miały zarobić. Wykonawcy, z którymi pracowałem, zaczęli pytać, czy policzę też ich roboty, i rosło to, aż stało się pracą.
Na co patrzę
Przez lata sam rysowałem, więc patrzę na projekt, a nie tylko go obmierzam. To, czego na rysunku brakuje, kosztuje zwykle więcej niż to, co na nim jest, a lepiej znaleźć to, zanim cena pójdzie do klienta, niż potem.
— Dominik Rychlewski, Amsterdam
← powrót na stronę główną